Od mistrza kierownicy do biznesu marzeń
Jak narodził się pomysł organizacji Formula Drive – pierwszego tego typu wydarzenia w naszym kraju, które umożliwia amatorom nie tylko poprowadzenie samochodu wyścigowego Formuły Renault, ale nawet bolidu Formuły 1?
Motorsport towarzyszy mi od bardzo dawna. Przez lata ścigałem się na polskim rynku - KJS-y, Sprinty, Time Attack Poland, gdzie w latach 2019–2021 zdobyłem trzy tytuły mistrzowskie z rzędu. Przez cały ten czas obserwowałem też rynek z drugiej strony - jako przedsiębiorca prowadzący Prezentmarzeń, firmę oferującą niezapomniane przeżycia również motoryzacyjne. Te dwa światy przez długi czas funkcjonowały równolegle. Aż do momentu, gdy zacząłem szukać czegoś, czego w Polsce po prostu nie było.
Wiedziałem, że za granicą istnieją eventy, gdzie zwykli ludzie mogą wsiąść za kierownicę prawdziwego bolidu F1 - nie symulatora, nie kartingu, ale maszyny wyścigowej z prawdziwego zdarzenia. Postanowiłem sprawdzić to na własnej skórze. Pojechałem do Szwecji, na tor Anderstorp - miejsce z niesamowitą historią motorsportową, które gościło Grand Prix Formuły 1 w latach 70. Przeszedłem cały program jako uczestnik. Wróciłem do Polski z jedną myślą: dlaczego tego u nas nie ma?
Odpowiedź była prosta - bo nikt tego jeszcze nie zbudował. A to znaczyło, że jest przestrzeń i jest potrzeba. Tak w 2022 roku ruszyłem z projektem Formula Drive. Zbudowanie floty wymagało kompletowania części z całej Europy, zaawansowany symulator F1 sprowadziliśmy z Hiszpanii, po który pojechałem osobiście. Bolidy Formuły Renault 2.0 pozyskiwałem etapami: dwa we Włoszech, trzy w Anglii. Do tego uzyskanie zgody toru Silesia Ring, adaptacja bolidów do rygorystycznych norm wyciszenia, logistyka, certyfikacje. Finalne prace zamknęliśmy dwa dni przed pierwszym eventem. Ale właśnie w tym jest kwintesencja tego projektu - wymagający, nieoczywisty i jedyny w swoim rodzaju.
Czy wpływ na decyzję o organizacji Formula Drive miała Pana kariera w sportach motorowych?
Bez kariery sportowej Formula Drive po prostu by nie powstało - przynajmniej nie w tej formie. Doświadczenie zdobyte na torze dało mi coś, czego nie da żadna teoria biznesowa ani żaden kurs zarządzania.
Pierwsza to rozumienie środowiska od środka. Przez lata byłem uczestnikiem - wiedziałem jak wygląda przygotowanie do zawodów od strony kierowcy, co czujesz w dniu startu, czego potrzebujesz od organizatora, a czego absolutnie nie możesz dostać. To bezcenne przy projektowaniu Formula Drive. Nie budowałem eventu patrząc na niego z zewnątrz jako organizator - budowałem go z perspektywy człowieka, który siedział po drugiej stronie i dokładnie wiedział, co robi różnicę między przeżyciem, które zapada w pamięć, a takim, które zapomina się w drodze do domu.
Druga to sieć. Lata startów w Polsce i za granicą to setki rozmów z ludźmi z branży - mechanikami, instruktorami, organizatorami, dostawcami części z całej Europy. Bez tej sieci skompletowanie floty bolidów Renault 2.0 z części pozyskanych w kilku krajach, znalezienie instruktorów szkolących zawodników F4 i F3, dotarcie do właściwych ludzi na właściwych torach - to wszystko trwałoby latami. Motorsport jest małym światem i dobre relacje w nim działają jak kapitał, który procentuje w najbardziej nieoczekiwanych momentach.
Trzecia - i chyba najważniejsza - to mentalność. Ściganie uczy jednej rzeczy ponad wszystko: że przygotowanie zawsze musi być głębsze niż myślisz, że jest konieczne. Na torze nie ma miejsca na „jakoś to będzie". To samo przeniosłem na Formula Drive - każdy detal, każdy etap szkolenia, każda decyzja dotycząca bezpieczeństwa jest wynikiem myślenia, które wykształciły lata startów. Uczestnik może tego nie widzieć. Ale czuje to w jakości całego dnia.
Przy okazji warto – przynajmniej w skrócie – przypomnieć Pana osiągnięcia w motorsporcie, a zwłaszcza wyścigach górskich w kraju i za granicą...
Zanim trafiłem do wyścigów górskich, przez lata ścigałem się w różnych formułach na polskim rynku - KJS-y, Sprinty, a między 2019 a 2021 rokiem trzy kolejne tytuły mistrzowskie w Time Attack Poland. To była solidna szkoła, ale poczułem, że chcę sprawdzić się w czymś znacznie bardziej wymagającym.
W 2023 roku zdecydowałem o debiucie w pełnym sezonie Górskich Samochodowych Mistrzostw Polski. To było wejście w nową dyscyplinę - wyścigi górskie rządzą się własnymi prawami, każda trasa jest inna, nie ma drugiej szansy na okrążenie. Mimo to sezon zakończyłem jako wicemistrz Polski w klasyfikacji generalnej i mistrz w grupie 2. W 2024 roku poszedłem o krok dalej - zdobyłem tytuł Mistrza Polski GSMP w klasyfikacji generalnej, po drodze bijąc rekordy pięciu tras.
Równolegle zdecydowałem o wejściu na arenę europejską - starty w European Hill Climb Championship pod egidą FIA. Już w pierwszym sezonie zdobyłem tytuł mistrza Europy w kategorii 1 oraz nagrodę Best Performer, przyznawaną najlepszemu kierowcy całego cyklu. W 2025 roku wygrałem cały cykl EHC. Jeżdżę Mitsubishi Lancerem Evo IX - 1200 KM, 1140 kg, stosunek mocy do masy powyżej 1:1. Maszyna, która nie wybacza błędów, ale w zamian daje coś, czego nie da żaden inny sport.
Aktualnie jestem po wypadku podczas pierwszej rundy bieżącego sezonu. Odbudowuję auto - to czasochłonne, ale traktuję to jak każdą inną przeszkodę na trasie. Zatrzymujesz się, analizujesz sytuację, działasz. Wracam.
Czego może oczekiwać uczestnik Formula Drive i czy faktycznie osoba, która nie miała dotąd wiele wspólnego ze sportami motorowymi, może samodzielnie i bezpiecznie poprowadzić bolid F1?
Formula Drive to zmaksymalizowane wydarzenie pełne motorsportowych doświadczeń, zaprojektowanych tak, aby uczestnik wyszedł z tego dnia jako ktoś inny niż ten, kto przyjechał rano.
Zaczyna się od podstaw: dobór wyposażenia - kombinezon, kask, rękawice, buty. Potem szkolenie teoretyczne z jazdy torowej i zapoznanie z trasą z doświadczonymi instruktorami. Zanim uczestnik wsiądzie do bolidu, spędza czas na symulatorze F1 - wiernym odwzorowaniu McLarena MP4-30 - gdzie pod okiem Dawida Nowakowskiego, instruktora szkolącego zawodników Formuły 4 i 3, uczy się jak reaguje maszyna, jak wyglądają hamowania, jak wygląda tor z perspektywy kokpitu. To nie jest atrakcja na chwilę - to realne przygotowanie.
Dopiero po tym przygotowaniu uczestnik siada za kierownicą Formuły Renault 2.0 - 220 KM, 480 kg, przyspieszenie 0–100 km/h w 4 sekundy. Siedem do ośmiu okrążeń, około 15 minut pełnej koncentracji na torze. Kulminacją dnia jest Williams FW29 - prawdziwy bolid Formuły 1 z silnikiem Judd V8, 650 KM, masa 550 kg, prędkość maksymalna 350 km/h. To maszyna, która zmieniła rozumienie słowa prędkość u każdego, kto za nią zasiadł. Dla tych, którzy chcą poczuć F1 jako pasażer, mamy BMW Sauber F1.06 X2 w wersji dwuosobowej - ta sama trasa, ten sam tor, ale z profesjonalnym kierowcą za kółkiem.
Między jazdami czeka symulator, strefa chill, catering, pitwalk dla osób towarzyszących. Dzień kończy się sesją zdjęciową i wręczeniem certyfikatów. To jest dopracowany produkt, nie improwizacja.I żeby odpowiedzieć wprost na pytanie: tak, każdy da radę. Mieliśmy uczestników po sześćdziesiątce, osoby bez żadnego doświadczenia torowego, kobiety dla których motorsport był dotąd tylko tłem w telewizji. Każdy wychodzi z toru z tym samym wyrazem twarzy - niedowierzaniem i euforią jednocześnie. To jest moment, dla którego robimy ten projekt.
Ile osób skorzystało z okazji poprowadzenia samochodu F1 w dotychczasowych edycjach tego wydarzenia?
Od startu projektu w 2022 roku przez kokpity naszych bolidów przewinęło się blisko 300 uczestników. To liczba, którą celowo traktujemy jako pułap - liczba miejsc na każdym evencie jest świadomie ograniczona. Zależy nam na tym, żeby każdy uczestnik miał pełną uwagę instruktora, czas na przygotowanie i przestrzeń na torze. Formula Drive to nie jest masowa impreza, gdzie ktoś się przewija przez pit lane i wraca do domu po kwadransie.
Poza dorocznym eventem z bolidem F1, od zeszłego roku organizujemy cykliczne eventy z Formułą Renault 2.0, dostępne regularnie przez cały sezon. To odpowiedź na rosnące zainteresowanie - coraz więcej ludzi chce przyjść nie jako jednorazowy spectator własnych marzeń, ale żeby naprawdę zacząć się uczyć. Renault jest do tego naturalnym kolejnym krokiem po kartingu czy symulatorach.
A jakie są plany na przyszłość zarówno dotyczące organizacji Formula Drive, jak i Pana kariery sportowej?
Formula Drive będzie rosnąć w dwóch kierunkach. Pierwszy to zwiększenie liczby cyklicznych eventów z Renault 2.0 - chcemy być dostępni przez cały sezon, żeby każdy kto chce zacząć swoją przygodę z prawdziwym bolidem, miał do tego okazję bez czekania rok na kolejną edycję. Zależy mi na tym, żeby motorsport przestał być postrzegany jako dyscyplina dla wybranych. Granica między kibicem a uczestnikiem jest znacznie cieńsza, niż większość ludzi myśli - i chcę to udowadniać przy każdym evencie.
Drugi kierunek to utrzymanie wyjątkowości eventu z bolidem F1. Raz w roku, limitowana liczba miejsc, pełny program. To jest rdzeń marki i nie zamierzam go rozmywać.
Równolegle rozwijamy Poligon 4x4 pod Warszawą - to zupełnie inny świat niż Formula Drive, bo mówimy o offrodzie i terenówkach, ale filozofia jest ta sama: dać ludziom bezpieczny, profesjonalny dostęp do doświadczeń, które normalnie są poza zasięgiem. Motoryzacja to szerokie pojęcie i warto ją pokazywać w całym spektrum.
Jeśli chodzi o karierę sportową - po wypadku wracam. Odbudowa auta trwa, ale plany na kolejne starty w EHC są konkretne. W motorsporcie, tak samo jak w biznesie, nie ma miejsca na zatrzymanie się zbyt długo w jednym miejscu.
- Małgorzata Dębska
- m.debska@innovationpr.pl
- +48 662 150 880
- Innovation PR