Instytut Trychologii

Wróć do wszystkich klientów
Łysienie jako efekt koronawirusa. Czy to możliwe?

Łysienie jako efekt koronawirusa. Czy to możliwe?

Stres związany z pandemią odbił się na naszym zdrowiu psychicznym i fizycznym, generując skutki uboczne w postaci między innymi problemów z cerą i włosami. Obecnie do specjalistów zaczyna się zgłaszać coraz więcej osób, którym od kilku miesięcy wypadają nadmiernie włosy i boją się ich całkowitej utraty. Część z nich to ozdrowieńcy, u których utrata włosów może być skutkiem przebytej choroby COVID-19, a część to osoby borykające się z skutkami stresu pourazowego.

Utrata włosów po zachorowaniu na koronawirusa

Coraz więcej badań i doniesień ze świata nauki pokazuje, że koronawirus atakuje nie tylko płuca, ale wpływa na działanie wszystkich narządów, negatywnie odbijając się na całym organizmie. Zmiany w sercu, wątrobie, w nerkach, jelitach czy nieprawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego to skutki choroby, które obserwuje się u pacjentów z COVID-19. Jednym ze skutków ubocznych, co również zaobserwowali specjaliści jest wzmożone wypadanie włosów. Mocne osłabienie organizmu, spowodowane przebytą chorobą może prowadzić do łysienia.

Z problemem wypadania włosów zgłasza się coraz więcej pacjentów po przejściu COVID-19. Zazwyczaj proces ten zaczyna się 2-3 miesiące po przejściu choroby. Mimo że Centra Kontroli i Zapobiegania Chorób nie wymieniają wypadania włosów jako objawu COVID-19, ale specjaliści zauważają ten symptom wśród pacjentów, szczególnie u tych, którzy byli ciężkimi przypadkami choroby. Jak opisał portal The Sun, nawet 1 na 4 zakażonych COVID-19 po wyzdrowieniu zmaga się z wypadającymi włosami. Skalę tego zjawiska pokazała aktorka i piosenkarka Alyssa Milano, która w mediach społecznościowych zdecydowała się upublicznić film, prezentujący jak w wyniku przebytej choroby COVID -19 traci włosy.

Jakakolwiek choroba o ciężkim przebiegu lub z wysoką gorączką może spowodować utratę włosów. Taki rodzaj łysienia nazywa się łysieniem telogenowym. Nie jest to utrata włosów o charakterze bliznowaciejącym, więc często może być odwracalna. Taki typ łysienia objawia się przerzedzeniem na całej głowie jest to tzw. objaw rozlanego łysienie. Wynika on z przedwczesnego przejścia włosa z fazy anagenu, czyli ciągłych podziałów komórkowych macierzy włosa do fazy telogenu, czyli spoczynku. Zazwyczaj efekt utraty włosów pojawia się po kilku tygodniach od zakończenia choroby lub nawet po 3 miesiącach, wówczas jest dość intensywny.

Aby podjąć skuteczną walkę o zachowanie włosów na głowie, nie można ignorować sygnałów w postaci nadmiernego wypadania włosów. Czekając zbyt długo ze zwróceniem się po specjalistyczną pomoc, możemy narazić się na trwałą utratę włosów. Niezwykle ważne jest zasięgnięcie konsultacji specjalisty, kiedy pojawią się pierwsze oznaki nieprawidłowości. – mówi Anna Mackojć, trycholog z Instytutu Trychologii.

Osiwienie i łysienie – efekt stresu potęgowanego pandemią

Jak pokazuje raport wstępny z badania naukowego „Zdrowie psychiczne w czasie pandemii COVID-19” kierowanego przez dr hab. Małgorzatę Dragan z Uniwersytetu Warszawskiego aż u 75% Polaków epidemia wywołała stres. Ponad połowa badanych zgłasza objawy, które mogą wskazywać na załamanie funkcjonowania i wykonywania codziennych obowiązków. U 37% badanych stwierdzono objawy zespołu stresu pourazowego.

Najczęstszą przyczyną wypadania włosów jest permanentny stres. Stres odbija się na zdrowiu całego organizmu, również włosów osłabiając ich kondycję i prowadząc często do łysienia. Przeżywaniem silnego i przewlekłego stresu, który może spowodować przedwczesne przejście włosów w fazę spoczynku, przyczyniać się do zapalenia mieszków włosowych i osłabienia struktury włosa. U niektórych osób może wystąpić łysienie spowodowane stresem, przybierające różne formy. Mogą to być ogniska całkowitego wyłysienia, podobne jak w przypadku łysienia plackowatego, jak również równomierne, ale mocno zauważalne zmniejszenie się gęstości całej fryzury, jak w przypadku łysienia telogenowego. - tłumaczy Anna Mackojć, trycholog z Instytutu Trychologii.

Hormony uwalniane w nieprawidłowych ilościach w wyniku sytuacji stresowych, mają wpływ na homeostazę i gospodarkę metaboliczną organizmu. W efekcie dochodzi do zakłócenia działania układu immunologicznego, co odbija się także na kondycji i wyglądzie naszych włosów.

Jednym ze specyficznych zaburzeń, które może również pojawiać się pod wpływem stresujących sytuacji jest trichotillomania, czyli niekontrolowany przymus wyrywania sobie włosów z różnych części ciała, najczęściej z głowy. Efektem trichotillomanii może być pojawienie się na skórze miejsc kompletnie pozbawionych włosów. Ryzkiem zmagania się z tym zaburzeniem mogą być obarczone osoby z brakiem umiejętności radzenia sobie ze stresem. – wyjaśnia Martyna Pobuta, psycholog i trycholog z Instytutu Trychologii, pomagający osobom borykającym się z wypadaniem włosów na tle psychicznym.

W styczniu 2020 roku naukowcy z Uniwersytetu w Harwardzie potwierdzili także tezę, że stres może powodować siwienie włosów publikacją „Hiperaktywacja nerwów współczulnych powoduje wyczerpanie komórek macierzystych melanocytów”. Naukowcy zaczęli badania od zrozumienia anatomii mieszka włosowego, interakcji między komórkami i dynamiki molekularnej.

Naukowcom udało się ustalić, iż ostry stres upośledza funkcjonowanie komórek macierzystych odpowiedzialnych za produkcję pigmentu w mieszkach włosowych. To powoduje, że zapas pigmentu wyczerpuje się na zawsze, w efekcie włosy stają się siwe. Wnioski z przeprowadzonych badań skłaniają do refleksji - jak mocno permanentny stres wpływa nie tylko na włosy, ale na cały nasz organizm? – mówi Anna Mackojć z Instytutu Trychologii.

Niepewna sytuacja finansowa, strach przed utratą pracy i przede wszystkim lęk o zdrowie najbliższych i swoje, przez wiele miesięcy generowały, a u wielu osób wciąż generują wysoki poziom stresu. Jak pokazują wyniki badań stres może prowadzić do wielu schorzeń, a wciąż trwająca sytuacja epidemiologiczna wiąże się z zwiększonym ryzykiem zaburzeń emocjonalnych, depresyjnych i lękowych. Wypadanie włosów może być więc skutkiem stresu, jaki przeszły zarówno osoby chorujące na COVID-19, jak również osoby zdrowe, funkcjonujące w sytuacji pandemii, czyli zdarzenia postrzeganego jako traumatyczne i wywołującego wysoki poziom stresu.