Od przedmiotów do emocji. Jak zmieniają się marzenia Polaków i skąd bierze się sukces rynku wrażeń?
Jak zmienia się podejście Polaków do prezentów. Dlaczego coraz częściej kupujemy przeżycia/doświadczenia zamiast rzeczy? Chyba, że to mit?
Nie, to nie mit. Jeszcze dwie dekady temu – na fali zachwytu wolnym rynkiem i nadrabiania zaległości z czasów PRL-u – prezent musiał być fizyczny, ciężki i przeliczalny na prestiż. Dawało się sprzęt AGD, markową odzież, nowoczesną elektronikę. Dziś, zwłaszcza w klasie średniej i wśród pokoleń Gen Z oraz Milenialsów, obserwujemy przesunięcie w stronę kolekcjonowania przeżyć, a nie przedmiotów. Dominują vouchery na wyjazdy, bilety do teatru/na koncerty, kursy, pakiety SPA czy wspólne warsztaty. Ceniona jest przestrzeń do budowania relacji, a nie kolejny przedmiot, który trzeba postawić na półce. Przedmiot powoli staje się balastem to też efekt nurtu minimalizmu.
Ciekawe jest również, że dawniej rozmowa o pieniądzach w kontekście prezentu była tematem tabu. Prezent miał być „niespodzianką”, a sprawdzanie ceny czy proszenie o paragon uchodziło za gafę. Obecnia nastąpiła zmiana takiego myślenia. Polacy coraz chętniej korzystają z list życzeń (online lub tworzonych w rodzinie), aby uniknąć nietrafionych upominków. Karty podarunkowe uważane za pójście na łatwiznę lub nietakt, dziś stały się jednym z najbardziej pożądanych prezentów.
Dawniej prezenty wręczane były niemal wyłącznie z okazji świąt lub przełomu w życiu. Obecnie prezenty daje się „bez okazji”, w ramach tzw. self-care lub mikro-świętowania sukcesów życiowych oraz gdy chcemy razem spędzić czas w ciekawy sposób. Odchodzimy od pokazywania statusu finansowego na rzecz dbania o dobrostan obdarowywanego. Prezent staje się formą podtrzymywania więzi społecznych.
Zmiany dotyczące tego, o czym marzymy na przestrzeni lat. Czy młode pokolenie marzy inaczej niż pokolenie swoich rodziców?
Obserwując ewolucję polskich aspiracji i marzeń przez ostatnie dwie dekady, można postawić jasną tezę: mlode pokolenie nie tyle marzy o „czymś innym”, ile marzy w zupełnie inny sposób. Przejście od marzeń pokolenia rodziców (przedstawicieli generacji X oraz późnych Baby Boomers) do marzeń Gen Z i Milenialsów reprezentuje fundamentalną zmianę - od narracji sukcesu do narracji dobrostanu.
Dla pokolenia rodziców praca była podstawowym formą tożsamości i awansu społecznego. Marzeniem była stabilizacja, wspinanie się po szczeblach korporacyjnych lub założenie własnej, dobrze prosperującej firmy. Marzyło się o stabilności i prestiżu. Liczyła się wysoka pozycja w hierarchii, umowa na czas nieokreślony, wysokie stanowisko i poczucie, że „ciężka praca popłaca”. Młode pokolenie marzy o autonomii i sensie. Młodzi odrzucają tradycyjny horyzontalny awans na rzecz idei work-life balance lub wręcz quiet quitting. Marzą o pracy, która nie definiuje całego ich życia, pozwala na pracę zdalną z dowolnego miejsca na świecie (cyfrowy nomadyzm) i jest zgodna z ich wartościami. Rodzina i małżeństwo nie są już domyślnym, jedynym celem życiowym. Marzeniem staje się samorealizacja, rozwijanie pasji, podróże czy dbanie o zdrowie psychiczne (mental health). Marzenia nie mają „terminu ważności” narzuconego przez normy społeczne. Zmiana branży w wieku 30 czy 40 lat, brak dzieci z wyboru (childfree) czy życiowy „reset” są postrzegane jako odważne i marzenia warte realizacji, a nie porażka systemu.
Pokolenie rodziców marzyło w oparciu o wiarę w linearny postęp. Wierzyli, że jutro będzie lepsze, bezpieczniejsze i bogatsze niż wczoraj, a ich dzieci będą miały łatwiej niż oni. Młode pokolenie marzy w cieniu kryzysów permanentnych (klimatycznego, ekonomicznego, geopolitycznego). Ich marzenia są bardziej pragmatyczne, krótkoterminowe, a czasem wręcz obronne – marzą o spokoju, braku lęku o przyszłość i podstawowym bezpieczeństwie psychicznym w niestabilnym świecie.
Młodzi ludzie nie przestali marzyć – po prostu zredefiniowali sukces. Przenieśli ciężar z „kim będę w oczach społeczeństwa” (perspektywa rodziców) na „jak będę czuć się sam ze sobą w codziennym życiu”. To przejście od społecznego nacisku posiadania do wewnętrznego poczucia dobrostanu.
Czy w czasach niepewności gospodarczej/kryzysów, możemy zaobserwować, że ludzie ograniczają wydatki dotyczące spełniania swoich marzeń?
W czasach niepewności gospodarczej, inflacji czy kryzysów ludzie nie tyle przestają wydawać pieniądze na marzenia, ile dokonują głębokiej restrukturyzacji i redefinicji tego, czym marzenie dla nich jest. Przede wszystkim cięciom ulegają marzenia, które wymagają długoterminowych zobowiązań finansowych, wysokiego kapitału lub zaciągania kredytów. Zakup pierwszego mieszkania, budowa domu, zmiana samochodu na nowy z salonu czy otwarcie własnego biznesu zostają odroczone. Kryzys wzmacnia awersję do ryzyka (risk aversion). Marzenia, które w stabilnych czasach uchodziły za ambitne (np. rzucenie etatu i wyjazd w podróż życia), w kryzysie zaczynają być postrzegane jako nieodpowiedzialne.
Jednym z najciekawszych zjawisk w kryzysie jest tzw. efekt szminki (ang. Lipstick Effect), opisany po raz pierwszy podczas Wielkiego Kryzysu w USA. Polega on na tym, że gdy ludzi nie stać na duże luksusy, zaczynają rekompensować to sobie drobnymi, dostępnymi cenowo przyjemnościami. Skoro nie stać mnie na dwutygodniowe wakacje na Bali (duże marzenie), wydaję pieniądze na weekendowy wyjazd do SPA, wyjście do dobrej restauracji, koncert lub droższe perfumy (mikromarzenie). Wydatki na marzenia w kryzysie pełnią funkcję wentylu bezpieczeństwa. Dają poczucie sprawczości i kontroli nad własnym życiem w świecie, który na zewnątrz wydaje się chaotyczny i niepewny.
W warunkach kryzysu zmienia się sama definicja tego, co uznajemy za marzenie. Następuje przesunięcie w piramidzie potrzeb Maslowa w dół – ku potrzebom bezpieczeństwa i stabilizacji. W czasach prosperity marzeniem jest ekspansja (więcej, szybciej, lepiej). W czasach kryzysu marzeniem staje się rezyliencja (spokój, brak długu, poczucie bezpieczeństwa). Pieniądze, które wcześniej przeznaczono by na konsumpcję symboliczną (markowe ubrania, gadżety), zaczynają być kierowane na: budowanie poduszki finansowej, inwestycję w zdrowie psychiczne i fizyczne (terapia, sport), edukację i przebranżowienie (marzenie o nowej, bardziej odpornej na kryzysy ścieżce zawodowej).
Ludzie w kryzysie nie rezygnują z marzeń w ogóle, ponieważ marzenia są kluczowym operatorem nadziei i higieny psychicznej. Ograniczają jedynie wydatki na marzenia wymagające dużego kapitału i ryzyka, przesuwając budżety w stronę elastycznych, mniejszych przyjemności oraz poczucia bezpieczeństwa.
Co musiał Pan zrobić i ile czasu to zajęło, aby zrealizować swoje marzenie? Tutaj kilka słów o drodze Pana Grzegorza.
Droga do realizacji marzenia była procesem wieloetapowym, wymagającym ogromnej determinacji, kapitału relacyjnego i wieloletniego zbierania doświadczeń, w którym sport motorowy przeplatał się z biznesem. Wszystko zaczęło się od lat zbierania doświadczeń za kierownicą – od KJS-ów, przez Sprinty, aż po trzy tytuły mistrzowskie z rzędu w Time Attack Poland. Równolegle rozwijałem firmę Prezentmarzeń, co dało mi wyczucie rynku i zrozumienie, jakich emocji ludzie naprawdę poszukują. Przełom nastąpił na przełomie 2021 i 2022 roku, gdy pojechałem do Szwecji na tor Anderstorp, by samemu przetestować jazdę bolidem F1. Wróciłem z mocnym postanowieniem przeniesienia tego doświadczenia do Polski.
Samo urzeczywistnienie projektu Formula Drive zajęło około roku morderczej pracy logistycznej i organizacyjnej. Musiałem skompletować flotę bolidów Formuły Renault z Włoch i Anglii, osobiście przywieźć zaawansowany symulator F1 z Hiszpanii, zdobyć zgody na torze Silesia Ring oraz dostosować auta do surowych norm hałasu. Prace dopinaliśmy jeszcze dwa dni przed premierowym eventem. Dziś Formula Drive to nie tylko obsłużenie blisko 300 uczestników w F1 i rozwój cyklicznych wydarzeń, ale też impuls, który pchnął moją karierę wyścigową na jeszcze wyższy poziom – do tytułów Mistrza Polski i dwukrotnego Mistrza Europy w wyścigach górskich. Ta droga wymagała ogromnej determinacji, ale pokazała, że bezkompromisowe podejście i pasja pozwalają urzeczywistnić nawet najbardziej niedostępne marzenia.
Kiedy poczuł Pan, że naprawdę spełnił Pan swoje dziecięce marzenie?
To był moment absolutnie metafizyczny i przyszedł w dwóch falach. Pierwszy raz poczułem to nie wtedy, gdy sam wysiadłem z bolidu po pierwszym przejeździe, ale w dniu premierowego eventu Formula Drive na Silesia Ringu. Stałem w pit lane, patrzyłem na uczestnika, który właśnie zdjął kask po jeździe Williamsem F1. Wtedy dotarło do mnie, że dziecięce marzenie chłopca, który kiedyś z wypiekami na twarzy oglądał wyścigi w telewizji, stało się nie tylko realne dla mnie samego, ale stworzyło przestrzeń do spełniania marzeń setek innych ludzi.
A w wymiarze czysto sportowym? Podczas pierwszej rundy Mistrzostw Europy, gdy zapięty w pasach 1200-konnego Lancera czekałem na zielone światło do startu. Wtedy ten mały chlopiec sprzed lat i dzisiejszy kierowca zebrali się w jedno. Gdy masz pod nogą potwora, który przyspiesza do setki w ułamku sekundy, a cała europejska czołówka stoi za Twoimi plecami – czujesz bezgraniczną wdzięczność i świadomość, że cała ta droga, wypocony czas na torze i nieprzespane noce przy budowie projektów były warte absolutnie każdej sekundy.
Co powiedziałby Pan nastolatkowi, który właśnie odkłada pieniądze na swoje pierwszy samochód i wierzy (ale też czasem wątpi), że kiedyś osiągnie coś wielkiego?
Ten pierwszy, często wiekowy i kupiony za ciężko odłożone pieniądze samochód, to nie jest tylko auto. To fundament. Sam zaczynałem od KJS-ów, od skromnego sprzętu, w którym każde pisknięcie opon i każda usterka były najlepszą lekcją pokory i mechaniki. Gdy odładasz każdy grosz, uczysz się szacunku do pasji. Dziś dłubiesz przy seryjnym aucie, a za kilka lat ten sam poziom determinacji pozwoli Ci opanować 1200-konnego potwora w Mistrzostwach Europy albo zbudować własny projekt od zera.
A co do wątpliwości? Wątpliwości są czymś całkowicie naturalnym. Każdy, kto osiągnął coś wielkiego, miał momenty, kiedy stał w zimnym garażu albo po zarwanej nocy pytał sam siebie: „Czy to w ogóle ma sens?”. Różnica polega na tym, że jedni pod wpływem tego pytania odpuszczają, a inni rano wstają i robią swoje.
Motorsport i biznes nauczyły mnie, że talent to tylko iskra, ale prawdziwym paliwem jest konsekwencja. Nie musisz od razu wiedzieć, jak dojedziesz na sam szczyt – ważne, żebyś wiedział, jaki jest Twój najbliższy zakręt. Dbaj o to pierwsze auto, chłoń wiedzę, buduj relacje i nie bój się marzyć bezczelnie wysoko. Bo skoro ja mogłem sprowadzić bolidy F1 i ścigać się w czołówce Europy, to Ty naprawdę możesz dotrzeć dokładnie tam, gdzie sobie zaplanujesz.
- Małgorzata Dębska
- m.debska@innovationpr.pl
- +48 662 150 880
- Innovation PR